Podczas pierwszej edycji projektu „Wyższy poziom kobiecości” organizowanego przez portal dla kobiet OH!Me Karina Dudek-Miracka, dyrektor zarządzająca Kliniki Miracki opowiadała o swojej przygodzie z medycyną estetyczną, rodzinnej firmie i miłości do piękna.

Redaktor: Karina Dudek-Miracka, dyrektor zarządzająca Kliniki Miracki. Mówiła pani o oswajaniu medycyny estetycznej. Czy my, Polki, oswajamy ją faktycznie coraz bardziej?

Karina Dudek-Miracka: Wszystkie kobiety, nasze Pacjentki myślę, że już dawno ją oswoiły. Jest duża grupa Pacjentek, które traktują medycynę estetyczną czy zabiegi z tym związane jako część dbania o siebie, tak samo jak jedzenie szpinaku, czy fitness, czy farbowanie włosów. Część oczywiście odkrywa to jako nowy ląd i to jest największa frajda, towarzyszyć im w tej podróży.

Redaktor: Spotkałyśmy się dzisiaj w ramach Wyższego Poziomu Kobiecości i chciałam zapytać, czym dla Pani jest kobiecość? Jakie to skojarzenie?

Karina Dudek-Miracka: Pierwsze skojarzenie jest takie, że jestem silną babą i kobiecość kojarzy mi się z siłą. Chciałabym, żeby moja córka – głównie uczę ją tego, by była taka, jaka jest, by czuła się dobrze, by była dobra dla ludzi dookoła. Myślę, że kobiecość to siła i też taka pozytywna energia, rozsiewana dookoła.

Redaktor: A co dla Pani dzisiaj w życiu jest najważniejsze? Pewnie na przestrzeni lat to się zmienia, ale co dzisiaj?

Karina Dudek-Miracka: Jestem pracoholiczką, więc zawsze dla mnie bardzo ważna jest praca. Ważna jest dla mnie rodzina. Mam męża, który mówi mi, że mam być szczęśliwa, że go mam, bo inaczej nie trafiłabym do domu, nie miałabym co jeść, także oczywiście bardzo cenię sobie rodzinę. 🙂 Miałam długo chorą córkę, więc nagle zaczęło być dla mnie ważne zdrowie, czego bym, nigdy wcześniej w życiu nie powiedziała. Ale lubię swoją pracę. 🙂

Redaktor: Każdej z naszych prelegentek zadaję pytanie, co czyni Panią szczęśliwą? Podejrzewam, że praca…

Karina Dudek-Miracka: Gdyby tu stał mój mąż, moje dziecko, oczywiście powiedziałabym, że czyni mnie szcześliwą rodzina, czyni mnie pełnym człowiekiem, nie tylko kobiecą. Czyni mnie szczęśliwym, pełnym człowiekiem. Jednak każdy pracoholik jest szczęśliwy kiedy może naprawdę dużo pracować i widzieć swoje życie jako długą jasną ścieżkę, zakręconą do góry i czuje, że może ją własnymi rękami budować.

Redaktor: Pozwolę sobie na jeszcze jedno pytanie. Mówi się często, że pracę zawodową z byciem kobietą – mówię tutaj o rodzinie, o dzieciach, o macierzyństwie, ciężko pogodzić. Pani się udaje?

Karina Dudek-Miracka: Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Mamy żeńską załogę, zawsze pracowałam z kobietami, sama pracowałam w ciąży, pracowałam mając małe dziecko. Dziewczyny w załodze wysyłam do porodów, pracują z małymi dziećmi. Owszem, widzę czasem zgrzytające oczy małżonków, ale absolutnie wydaje mi się to do pogodzenia i faktycznie chyba to czyni nas naprawdę szczęśliwymi. Nie wyobrażam sobie nie mieć rodziny, ale nie wyobrażam też sobie nie pracować.

Redaktor: Dziękuję bardzo.